Wędrowałeś przez setki krain błąkając sie po niezmierzonym świecie. Zrezygnowany usiadłeś przy znaku który wskazywał na to, że cel twojej podróży jest już blisko. Znużony wyciągnąłeś bukłaczek wina i postanowiłeś, ze zanim pójdziesz spać, to wychylisz kilka głębszych. Spełnienie samo narzuconego wymogu dla twojej osobistości nie było żadnym problemem, w końcu który wędrowiec nie lubi wypić.
Gdy twój mózg nie był już zdolny do myślenia bezzwłocznie zapadłeś w kamienny sen. W śnie wirowały ci setki obrazów i postaci, w końcu jak mogło ci się śnić coś spokojnego po solidnej dawce alkoholu. Obudziłeś się następnego dnia, gdy promienie Słońca uderzały w twoją twarz, jakby chciały powiedzieć: Wstawaj i więcej już nie pij bo tej zachlanej gęby nie będę więcej oglądać! Zebrałeś wszystkie swoje sprzęty i ruszyłeś tak jak pokazywał znak, w końcu kto w tym pustkowiu mógł lepiej znać się na tym gdzie trzeba iść.
Szedłeś długą, wąską i wyboistą polną drogą aż do miejsca gdzie łączyła się z królewskim traktem. Trakt ten był szeroki oraz wybrukowany cegłą. Przeczytałeś kolejny znak, który stał na brzegu tej drogi. Wyczytałeś na nim nazwę : TirNaNog. Słyszałeś że to dość osobliwe miejsce gdzie miejsce maja dziwne zdarzenia. Szybkim krokiem ruszyłeś wiec w kierunku miasta. Słońce dalej świeciło Ci na głowę rozgrzewając ją niemal boleśnie.
Nagle usłyszałeś tętent kopyt. Gdy spojrzałeś się w tył zobaczyłeś dwóch rycerzy pędzących na swych rumakach. Byli okuci w zielone zbroje a ich konie nosiły zielone chusty. Gdy podjechali bliżej zląkłeś się i schowałeś za stogiem siana mając nadzieję ze rycerze Cie nie stratują. Gdy przejechali obok Ciebie poczułeś odór siarki, a gdy wyjrzałeś zza stogu zobaczyłeś ze cięgnie sie za nimi zielona poświata. Teraz już upewniłeś się że ta oto kraina nie jest zwyczajnym miejscem.